Sahara – Noc pod gołym niebem

Gdy czytałem „Małego Księcia”, marzyłem o tym, by znaleźć się na pustyni. Dalej nie wiem co Sahara w sobie ma, że stała się ona dla mnie jedną z głównych atrakcji podczas tego wyjazdu.

Gdy czytałem „Małego Księcia”, marzyłem o tym, by znaleźć się na pustyni. Dalej nie wiem co Sahara w sobie ma, że stała się ona dla mnie jedną z głównych atrakcji podczas tego wyjazdu. A może raczej – czego tam nie ma.

Trasę obraliśmy bardzo długą. Korzystaliśmy z mapy, która wskazywała jedną z głównych dróg. Jak się okazało: jedną z polnych dróg. Zanim do niej dotarliśmy, minęliśmy mnóstwo atrakcji.

Jedną z nich była stacja benzynowa z filmu „Wzgórza mają oczy”.

Niesamowite jest to, że znajduje się ona pośrodku niczego. Kompletna pustka. Ciekawe w ogóle, skąd wzięli się Ci ludzie?! Przecież do najbliższej wioski droga daleka.

Kolejnym punktem był Warzazat – czyli jak to pięknie mówią: „Brama do Sahary”, czy coś. Spacerek wokół miasta i lecimy dalej.

Droga przez góry

Teraz została już droga na Saharę. Ta, o której wspomniałem na samym początku. Długa, polna. Chociaż dziwnie nazywać ją polną. Prowadziła przez pustkowia i góry. To był mój pierwszy raz, kiedy znalazłem się na szczycie jakiejś trzytysięcznej góry. W dodatku samochodem. Bosko!

Mieliśmy kilka przerw. Z wątpliwościami. Czy przypadkiem nie zawrócić? Ale gdzie? W jaki sposób? Drogi były bardzo wąskie. Stachu, Paweł i Wierzgi zdawali się martwić. Ja ze Sławkiem myśleliśmy o fajnej przygodzie.

Znaleźliśmy czas na zdjęcia. W końcu nie wiemy gdzie jesteśmy to po co śpieszyć się na koniec drogi?

Hejaszki Sławku.

W którymś momencie nawet ja spojrzałem na mapę i stwierdziłem, że jedziemy dobrze.

W tym czasie mijali nas motorzyści. Nie mogłem przegapić okazji i zrobiłem jednemu z nich zdjęcie. Zanim odjechali, potwierdzili, że jedziemy w dobrym kierunku. Dla złośliwych mogę dodać, że zwrot także był poprawny.

Znów potwierdziła się moja teoria posiadania przeze mnie racji.

Po takich właśnie drogach wjeżdżaliśmy naszym busem. Po drugiej stronie góry minęliśmy się z ciężarówką i cieszyliśmy się, że nie napotkaliśmy jej właśnie w tych okolicach.

Takie piękne widoczki. Ale dojechaliśmy. W nocy. Nasz host przygotował nam przepyszną kolację i nas udomowił. Miał także mapę – troszkę inną niż ta nasza. I faktycznie droga którą jechaliśmy nie była zaznaczona grubą, żółtą linią.

Na drugi dzień zrobiliśmy sobie wycieczkę wokół pustyni. Oczywiście noc świętowaliśmy, popijając alkoholem. Dużą dawką alkoholu. Aż mi głupio, że tyle piliśmy.

Widok z rana był przedni.

Ostatecznie wyjechaliśmy na wielbłądach na pustynne piaski. Nasz host oprowadzał przyjezdnych po pustyni. Mają tam rozbity obóz i nocują podróżnych. Paweł jednak chciał zrobić timelapsa. Postanowiliśmy spać pod gołym niebem.

Był to chyba jeden z nielicznych momentów, kiedy zacząłem płakać ze szczęścia. Tylko tak w ukryciu przed chłopakami, bo lekka siara. Moje marzenia się spełniły. Leżę na plecach i podziwiam piękno bezkresnego nieba z piasków Sahary.

 

Sahara - Host

 

Sahara - ludzie na wydmach

 

Sahara, obóz

Zobacz także

Koniecznie przeczytaj inne posty!

Dyskusja

Zapraszam do komentowania. Pamiętaj, aby nie obrażać innych.